W ostatnich dniach temat konferencji bliskowschodniej dostarczył szczególnej pożywki mediom. Ponadto, wzbudził on dość spore kontrowersje na arenie międzynarodowej, w tym również w Polsce. Premier Izraela Benjamin Netanyahu wprost „zatweetował”, że tematyka konferencji będzie obracać się wokół przyszłej wojny z Iranem. Później jednak się zreflektował mówiąc o zwalczaniu wpływów Iranu w regionie Bliskiego Wschodu. Odnośnie gospodarzy spotkania, ostry ton wypowiedzi udzielonych przez Sekretarza Stanu Mike’a Pompeo i Wiceprezydenta USA Mike’a Pence’a pod adresem państwa irańskiego zdecydowanie kontrastował z łagodnym tonem wypowiedzi udzielanych przez Premiera Mateusza Morawieckiego i Ministra Spraw Zagranicznych Jacka Czaputowicza. Wnosić można po tym, że przebiegiem konferencji kierowały faktycznie Stany Zjednoczone oraz Izrael.

Polska jako członek UE wyraziła chęć podtrzymania porozumienia nuklearnego z Iranem, zajmując przy tym identyczne stanowisko, co organy reprezentujące Unię Europejską. Iran zobowiązał się w tym porozumieniu do wstrzymania prac nad opracowaniem broni jądrowej w zamian za powstrzymanie się pozostałych stron porozumienia od nakładania sankcji gospodarczych na Iran. Wartym wspomnienia faktem politycznym jest to, że jakiś czas temu Stany Zjednoczone obniżyły rangę dyplomatyczną unijnemu przedstawicielstwu z państwa członkowskiego na organizację międzynarodową. Jest to wyraźny objaw antyunijnego kierunku polityki zagranicznej prowadzonej przez administrację prezydenta Donalda Trumpa. Ponieważ polityka celna pozostaje w mocy Unii Europejskiej, która wyraźnie nie chce narażać się państwu irańskiemu, przedstawiciele Unii nie zgodzili się zabierać udziału w tej konferencji. Przemawiał za tym również niedawny fakt potraktowania Unii przez administrację prezydenta Trumpa jak organizację międzynarodową.

Początkowo zakres tematyczny konferencji miał zostać zawężony do kwestii Iranu, jednak zdecydowano się ostatecznie omówić szerzej kwestię regionu bliskowschodniego, m.in. kwestię Syrii i Jemenu. Jest to jeden z głównych powodów równoległego odbycia się konferencji z udziałem Rosji, Iranu i Turcji w Soczi (interesy w Syrii ma bowiem również Rosja i Turcja). Nie od dziś wiadomo, że prezydent Trump realizuje długofalową politykę wycofywania wojsk amerykańskich z regionu bliskowschodniego (z Syrii, a możliwe, że i z Afganistanu). Powstała w ten sposób próżnia polityczna niepokoi państwa dotychczas współpracujące z Ameryką takie jak Kuwejt, Arabia Saudyjska, Zjednoczone Emiraty Arabskie, Jordania, a przede wszystkim – Izrael. Trzeba zdać sobie sprawę z istoty wewnętrznych konfliktów regionu Lewantu. Składają się na nią trzy różne przyczyny: religijna (sunnici a szyici), polityczna (monarchia a teokracja) oraz międzynarodowy (Palestyna a Izrael). Konflikt między irańskimi szyitami, a arabskimi sunnitami może zostać zręcznie wykorzystany podczas przygotowania USA do wycofywania się z Bliskiego Wschodu (sunnizm to odłam islamu dominujący w krajach współpracujących z USA, a wspomnianych powyżej). Izrael w tym momencie upatruje realnej szansy w zawarciu sojuszu z monarchicznymi państwami arabskimi odłamu sunnickiego wymierzonego przeciwko teokratycznemu i szyickiemu Iranowi.

Z zaproszenia na konferencję bliskowschodnią rangi ministerialnej skorzystało 62 państw, w tym znacząca delegacja krajów Bliskiego Wschodu. Państwa które odmówiły natomiast stawienia się na spotkaniu to Rosja, Palestyna i Liban. Na konferencji nie pojawiło się również przedstawicielstwo UE (szefowa unijnej dyplomacji zasłoniła się zaplanowanym udziałem na naradzie ministrów obrony NATO).

Ostatecznie wynikiem konferencji okazała się instytucjonalizacja konfliktu politycznego z Iranem. Zadeklarowano powołanie sześciu międzynarodowych grup roboczych: walka z terroryzmem i jego finansowaniem, ograniczanie proliferacji i zbrojenia jądrowego, bezpieczeństwo na morzu i powietrzu, cyberbezpieczeństwo, bezpieczeństwo energetyczne, sprawy humanitarne i uchodźcy oraz łamanie praw człowieka.

Przechodząc do oceny tego zdarzenia, z pewnością nie można o nim powiedzieć, że zapewni skuteczność w ograniczeniu agresywnych działań Iranu. Chociażby z tego powodu, że Iran nie został zaproszony na warszawską konferencję. Łacińskie przysłowie nihil novi sine communi consensu nabiera tutaj szczególnego znaczenia. Mało tego, istnieją wyraźne oznaki agresywnej postawy wobec Iranu również ze strony polityków Izraela (użycie groźnego i dotkliwego słowa „wojna” przez premiera Netanyahu mówi samo za siebie). Te dwie przesłanki świadczą o tym, że konferencja została zorganizowana pod dyktando izraelskich ambicji politycznych. W istocie, reakcja prezydenta Iranu – Hassana Rouhanniego na zwołane spotkanie w Warszawie każe przypuszczać nie bezpodstawnie, czy uczestnicy tego spotkania nie będą uważani za śmiertelnych wrogów państwa irańskiego. Cóż, Polsce już się oberwało nie tylko przez wzgląd na wstrzymanie dostaw ropy naftowej i gazu ziemnego z Iranu, ale też z uwagi na wstrzymanie wydawania wiz Polakom. Godnym wzmianki jest jedynie fakt, że w swojej tysiącletniej historii Polska nie miała żadnych przykrych zaszłości z państwami arabskimi, czy turkmeńskimi (poza siedemnastowieczną wojną z Turcją). Tradycja ta została jednak bezpowrotnie zażegnana. Ostrożne podejście arabskich kooperantów Stanów Zjednoczonych wskazują na świadomość stąpania po grząskim gruncie. Prezydent Trump nie wydaje się rezygnować z polityki przenoszenia wojsk amerykańskich na inny front. Izrael może w tym dostrzegać szansę dla zjednania sobie krajów arabskich w koalicji przeciwko Iranowi, ale państwom arabskim nie widzi się, aby największy potencjał nuklearny na Bliskim Wschodzie pozostawał w rękach izraelskich. Fundamentalne znaczenie dla władzy politycznej w poszczególnych krajach arabskich miały interwencje amerykańskie, a teraz ten sam arbiter rozstrzygający o losach Bliskiego Wschodu postanawia zrezygnować z pełnionej dotychczas funkcji. Są one zatem zmuszone do szukania innego fundamentu pod przyszłe interesy polityczne. Radykalna i nieobliczalna polityka zagraniczna prowadzona przez Iran również nie jest im w smak.  Prędzej czy później będą musiały rozwiązać ten dylemat geopolityczny.

A jakie są Wasze przypuszczenia na temat przyszłych losów Bliskiego Wschodu? Dajcie znać co sądzicie! 😉